House of Retouching o Wacom Intuos Pro

Dwa tygodnie temu przyszła do nas paczka od Wacoma z nowym Intuosem Pro - paper edition. Już wcześniej, w styczniu, trafił do naszego studia, ale tylko na moment. Teraz mieliśmy okazję dłużej się nim pobawić i dobrze zastanowić czy warto się przesiąść na nowszy model. Czy da się poprawić Intuosa Pro? Czy guziczki w innym miejscu naprawdę mogą coś zmienić? Czy może być bardziej intuicyjny i przyjazny? Na te i inne pytania próbowaliśmy sobie odpowiedzieć, testując nowy tablet, a teraz chcemy się z Wami podzielić naszymi wnioskami.

Z góry zastrzegamy, że nie opowiemy o każdej funkcji tego Intuosa i nie zagłębimy się w każdy szczegół. Do tego polecamy stronę Wacoma. To, co nas interesuje, to czy zmiany, które się pojawiły, mają rzeczywiście przełożenie na pracę — na jej jakość i komfort. No, może ciut więcej — w końcu każdy lubi, jeśli jego nowe zabawki są ładne i może się nimi pochwalić na fb.

Zacznijmy więc od tej estetycznej strony. Czy nowy Intuos [/Pro jest fajniejszy? Tu odpowiedź jest prosta: tak! Już samo pudełko jest lepiej zaprojektowane pod względem estetycznym. Sam tablet również wydaje się najsolidniejszym Intuosem, jakiego mieliśmy w rękach. Nie trzeszczy, nie wydaje dźwięku pustego plastiku. To jedna czarna matowa bryła z kółkiem i guzikami. Tak minimalistyczny Pro jeszcze nie był. Japoński Zen.

Czy jednak ten minimalizm nie poszedł za daleko, czy nie zabił funkcjonalności? W naszym studio używamy Intuosów w wielu wersjach, od 3 począwszy. Co ciekawe, te 10-letnie tablety na usb 2.0 wciąż świetnie działają! Nie wyglądają tak pięknie, nie szokują klientów designem z przyszłości. Czy jednak są mniej funkcjonalne? Oczywiście można dyskutować na ten temat tygodniami. To będzie nasza subiektywna opinia wynikająca z codziennej pracy.

Po pierwsze, porównywanie Intuosów różnych generacji jest problematyczne ze względu na fakt, iż są różne i to daje możliwość ich odmiennej personalizacji. Co więcej, po używaniu Intuosa przez parę lat, wyczuciu wrażliwości piórka, dopasowaniu wszystkich ustawień do indywidualnych preferencji, człowiek tak się do niego przyzwyczaja, iż powstaje pewna mentalna bariera przed przesiadką na nowszą wersję. Czy naprawdę warto znów poświęcić mnóstwo czasu na poznanie się, dopasowanie i “zgranie”?

Wacom postanowił uprościć ten proces, dając możliwość importu ustawień ze starszych wersji, ale niestety, u nas ta opcja nie działała. Wielokrotnie korzystaliśmy jednak z opcji backup i restore, które działają niezawodnie. Proponujemy zapisać swoje ustawienia w chmurze Wacoma po zalogowaniu się, co powinno znacznie uprościć przenoszenie indywidualnych ustawień między wieloma komputerami. Dzięki temu korzystamy z jednej aktualnej wersji.

Piórko, a raczej Piórka

Z wersją Paper edition dostajemy klasyczne piórko, jak i rysik, do rysowania na papierze, którego ruch jest zapisywany w tablecie. Zacznijmy od dobrze znanego klasycznego piórka.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro  fot. 3

Zauważyliśmy, że zniknął luz między piórkiem a wkładem. Sam wkład ma nowy kształt i jest nowa, praktyczna metoda jego wyjmowania. To coś, na co czekaliśmy od lat. Koniec z wyjmowaniem go zębami lub specjalnymi szczypczykami do biżuterii. Wystarczy wetknąć piórko w otwór w podstawce od piórka i przekrzywić, a gdy pociągniemy, wkład płynnie wychodzi z piórka, a my możemy włożyć nowy z pojemniczka w podstawce.

Zobacz również: Test tabletu z Biedronki

Niestety, zniknął lubiany przez nas sztyft ze sprężynką, ale i tak czucie piórka wydaje się zdecydowanie lepsze. Poprawiono czułość piórka do ponad 8000 poziomów i rzeczywiście wydaje się jeszcze precyzyjniejsze niż dotychczas, choć nie jest to drastyczna różnica. Na pewno jest ona mniejsza niż różnica między Intuosem Pro a Bamboo, które dzieli przepaść głęboka niczym Rów Mariański.

TOMEK

Kocham Intuosa 3. Naprawdę to świetny tablet, a dla mnie jego największą siłą są dwa touchstripy. Na jednym mam wielkość pędzla, na drugim powiększenie. Dzięki temu nie muszę przeskakiwać między tymi parametrami na kółku. To pozwala mi pracować w oparciu o pamięć mięśniową, w pełni intuicyjnie. Guziki na Intuosie 3 są jednak ciężkie do wciskania, przez co, mimo że wszystkie mam zaprogramowane, rzadko ich używam.

KRZYSZTOF

Obecnie pracuję na Intuos 4. Pomimo wielu problemów przy przesiadce w ramach testów na Intuosa Pro oraz zżycia emocjonalnego z moją ukochaną “czwórką” i tak bym się przesiadł. Na 4 przyciski ciężko chodzą, a dodatkowo, ponieważ wszystkie są gładkie, to nie da się rozpoznać, na którym akurat mam palec bez odrywania wzroku od monitora. Nowy Pro ma na guzikach wypukłe kropki i kreski, co sprawia, że intuicyjnie wiemy, na którym guziku spoczywa palec. Mam nawyk do trzymania palców na przyciskach, co w nowym tablecie wzbudza wyświetlenie ustawień na ekranie monitora. Z jednej strony to fajne, ale po chwili pracy zaczęło mi to przeszkadzać i wymusiło na mnie dodatkowy ruch ręki. Tak więc jedynym wyjściem było wyłączenie tego ekranowego suflera, co też nie jest idealnym rozwiązaniem. Czasem po wielu godzinach pracy zmęczenie daje o sobie znać i można się zgubić, który przycisk za co odpowiada. Nie jestem przekonany czy odejście od podświetlonych opisów na tablecie było dobrym ruchem, ale to czas pokaże.

Unplugged

Intuos Pro ma w sobie baterię, która ładuje się, gdy tylko podepniemy go do komputera. Z początku byliśmy trochę rozczarowani, ponieważ mimo że z boku tabletu jest gniazdo USB-C, to nie ma w zestawie kabla USB-C do USB-C, którym moglibyśmy podłączyć się do nowych MacBooków Pro. Jest tylko kabel USB-C do standardowej dużej wtyczki USB.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 4

Nasze rozgoryczenie prędko jednak minęło, gdy okazało się, że kabel służy przede wszystkim do ładowania tabletu. Nie trzeba go podłączać kablem, ponieważ świetnie działa wykorzystując Bluetooth, a wewnętrzna bateria podobno gwarantuje zasilanie przez dwa dni. Jest to niesamowicie wygodne, jeśli zabieramy tablet w jakąkolwiek podróż. Jedyna okazja, kiedy kabel rzeczywiście jest nam potrzebny do pracy, to moment, gdy chcemy ściągnąć zapisane na wewnętrznej pamięci szkice tworzone w trybie rysowania na papierze, ale o tym nieco więcej przeczytacie w dalszej części artykułu.

Kolejnym plusem tabletu jest jego smukłość. Jest naprawdę cienki i co ważne rozmiar M idealnie pasuje do MacBooka Pro 15”. Łącznie zajmują tyle miejsca co grubszy laptop PC, czyli w sam raz, by zmieścić się w plecakach i torbach komputerowych. A ponieważ zazwyczaj nie ma potrzeby, aby zabierać ze sobą kabel (jeśli nie zapomnimy o wcześniejszym naładowaniu urządzenia), to rzeczywiście bardzo zwiększa to jego mobilność. Nie ma co ukrywać, że pojawia się chęć, by zabrać tablet po pracy do domu i jest to bardzo wygodna opcja.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 5

Touch but don’t touch

Opcja dotykowego używania tabletu palcami nie jest nowością. Mamy jednak wrażenie, że obecnie działa trochę lepiej niż w poprzedniej wersji. W czasie rysowania piórkiem z włączoną opcją touch bardzo rzadko się zdarza, by tablet mylnie zinterpretował ruch ręki trzymającej piórko. Na tyle rzadko, że nie ma konieczności wyłączenia tej opcji, co wcześniej było nieodzowne.

Ilość gestów, jakie są dostępne domyślnie, jest wielka, ale niektóre są odmienne od systemowych na macu, co powoduje, że nauka jednak zajmuje chwilę. Jak zawsze w wypadku skrótów i gestów, warto poświęcić czas na opanowanie nowych rozwiązań.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 6

Dodatkowo pojawił się specjalny guzik pozwalający wyłączyć opcję dotyku. Wielki plus dla Wacoma! Mały guzik, a jak cieszy. Szkoda, że nie pojawił się wcześniej, gdy touch aż tak dobrze nie działał.

Rysowanie

Wersja Paper Edition, którą mamy przyjemność testować, to nowość wśród Intuosów Pro. Możliwość szkicowania na papierze niewątpliwie intryguje i prędko zaczęliśmy z nią eksperymentować.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 7

Z jednej strony dostaliśmy coś, czego od dawna szukaliśmy. Możliwość cyfrowego zapisywania szkiców i rysunków, z opcją eksportu do bitmapy, jak i krzywych. Z drugiej strony mamy do czynienia z produktem, którego oprogramowanie jest na początkowym etapie rozwoju.

Rysowanie, czy też szkicowanie, rzeczywiście działa i Wacom nieźle to wymyślił. Wystarczy, że otworzymy pisak i przyłożymy do powierzchni tabletu, a na środku kółka pojawi się zielony krzyżyk. Oznacza to, że tablet przeszedł w opcję rysowania i jest gotowy do nagrywania naszych gryzmołów. Wystarczy przypiąć dołączonym klipsem kartkę papieru i zacząć rysować, a krzyżyk zmieni swój kolor na niebieski, tym samym sygnalizując, że nagrywa.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 8

W momencie, gdy raz naciśniemy krzyżyk, czyli centralny guzik, to stworzymy nowy dokument, rysunek. Gdy naciśniemy go dwa razy, to stworzymy nową warstwę w tym samym dokumencie. Ta opcja jest genialna i naprawdę przydatna, na przykład, gdy szkicujemy obiekty, które potem będziemy chcieli umiejscawiać na właściwych miejscach w innej aplikacji.

Ważne jest jednak, by od czasu do czasu sprawdzić czy na pewno niebieski krzyżyk nie zgasł. Raz nam się to zdarzyło i oczywiście ta część pracy nie została zapisana. Podczas dłuższego rysowania, z niewiadomych nam przyczyn, krzyżyk zgasł i część pracy pozostała jedynie na kartce.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 9

Warto podkreślić, że do nagrywania nie potrzebujemy komputera, wystarczy sam tablet z piórkiem i papier! Tablet zapamiętuje rysunki i możemy je importować do komputera w późniejszym czasie. A ponieważ ma swoją baterię, pozwala to na naprawdę analogową pracę, bo staje się właściwie sztywną podkładką pod naszą kartką, zeszytem czy blokiem. Żaden monitor nie świeci w oczy, a my możemy oddać się swojej kreatywności. Dla nas to wielki plus.

House of Retouching o Wacom Intuos Pro fot. 10

Mimo początkowych trudności z połączeniem się aplikacji Wacom Inkspace z macbookiem i mimo konieczności założenia konta Wacom, można zakochać się w funkcji, która pozwala eksportować rysunki do różnych formatów.

Trwałość i funkcjonalność

Mimo że zarzuca się urządzeniom Wacoma jakieś niedociągnięcia, to w gruncie rzeczy są one bardzo porządne — trwałe i niezawodne, co w połączeniu z bezkonkurencyjną wygodą używania daje świetny produkt. Nie widzimy na rynku żadnej alternatywy, nie dlatego, że jej nie ma, ale dlatego, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Dla nowego Intuosa Pro jesteśmy gotowi porzucić swoje ukochane wersje 3 i 4. A zainteresowanych zachęcamy, by skusili się na przetestowanie urządzenia. Chętnie poznamy inne opinie.

Krzysztof Gadomski, Tomasz Kozakiewicz — House Of Retouching

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Niewielki może bardzo dużo! Voigtländer Nokton 50 mm f/1,5 Panasonic Lumix DMC-GH5 – test trybu filmowego Hasselblad X1D to ekskluzywny średnioformatowy bezlusterkowiec z centralną migawką [test] Ile jest warte 50 megapikseli, czyli rok z kawałkiem z Canonem EOS 5Ds Tenba Roadie II Hybrid - test uniwersalnej walizki dla fotografów Tamron SP 70-200 mm f/2.8 Di VC USD z Canonem w tle [test] Thule Aspect DSLR - plecak fotograficzny na każdą okazję [test] Canon EOS M6, czyli bezlusterkowiec z opcjonalnym wizjerem w naszych rękach Canon EOS 77D i 800D w naszych rękach. Zobacz główne różnice i poznaj polskie ceny Nowe portretówki Sony FE 100 mm f/2.8 i 85 mm f/1.8 - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Sony A6500 - test trybu filmowego Pentax KP - zaawansowana lustrzanka z matrycą APS-C na nowo Fujifilm X100F - pierwsze zdjęcia i porównanie szumów Fujifilm GFX 50S - pierwsze zdjęcia i wrażenia Fujifilm X-T20 - pierwsze przykładowe zdjęcia i porównanie szumów Czekając na Sony A9? Moje dwa lata z Sony - podsumowanie Sony A6500 - topowy bezlusterkowiec pełen sprzeczności [test] Panasonic – dwa mikrozoomy do Mikro 4/3 [test] Affinity Photo - czy Adobe ma powody do obaw? [recenzja] Leica M10 - pierwsze zdjęcia z Wetzlar Canon EOS 5D Mark IV - test trybu filmowego Canon EOS M5 - test bezlusterkowca, na którego długo czekaliśmy Fujifilm 56 mm f/1.2 APD – prawie test, czyli kadrów kilka z nowej portretówki Sigma 12-24 mm f/4 DG HSM ART – jeśli nie rekord, to co? [test]

Popularne w tym tygodniu:

Voigtlander 10 mm f/5.6 Hyper Wide Heliar Aspherical - test spektakularnego hiperobiektywu Olympus TG-5 - wakacyjny test. Twardziel na sterydach: z filmami 4K i zapisem RAW Voigtländer 21 mm f/4 Color Skopar P-Typ, czyli małe zaskoczenie [test] Huion Inspiroy Q11K - obiecujący, duży i niedrogi tablet z dalekiego wschodu [test]